piątek, 26 grudnia 2014

#5 - He Is Trying To Be Nice.

NA POCZĄTKU RADZĘ PRZYPOMNIEĆ SOBIE POPRZEDNI ROZDZIAŁ... ALBO NAJLEPIEJ WSZYSTKIE POPRZEDNIE ROZDZIAŁY, PROLOG ORAZ ZWIASTUN!!! XX
- A ty tak w ogóle lubisz Leo? - Neymar zadał mi kolejne pytanie.
Rozmawialiśmy już od ponad godziny. Co chwila z jego ust padało nowe i kolejne pytanie. Nie kłóciłam się, odpowiadałam normalnie. Szczerze to jeszcze nie czułam tego ,,czegoś'' między nami, czyli czegoś co mogłoby nas połączyć w znajomych. Ney nadal wydawał mi się dziwny. Zachowywał się trochę jak typowa gwiazdka. Mówił o swoim mieszkaniu i o swoich samochodach. Niewiele go jednak słuchałam.
- Czy lubię Leo? - Powtórzyłam jego pytanie, poprawiając się na sofie. - Tak, jasne. - Skłamałam.
Nie miałam zamiaru się mu spowiadać ze swoich uczuć. Najprostszą odpowiedzią była właśnie ta.
- Jakoś wczoraj nie wyglądaliście jak kochające się rodzeństwo. - Stwierdził. - Leo też opowiadał mi wczoraj o tobie, o tym jaki macie ze sobą kontakt...
Leo wszystko mu powiedział.
- Skoro wiesz to po co pytasz? - Zirytowałam się.
Nie znosiłam takiego zachowania jeśli ktoś coś wie, a specjalnie pyta, aby usłyszeć to znowu.
- Chciałem się dowiedzieć co ty o tym sądzisz tylko. - Odpowiedział.
- Skończmy tą idiotyczną rozmowę. Ona przecież nie prowadzi do niczego dobrego. - Wstałam z kanapy.
- Okej, spokojnie. - Wstał razem ze mną.
Zaczęłam kierować się do wyjścia, ale Neymar podszedł go mnie i ujął mój nadgarstek.
- Nie musimy rozmawiać o tym, możemy pogadać o czym tylko chcesz. 
On starał się być miły, widziałam to. Ale czy to było szczere? 
- Ja już nie chcę rozmawiać. - Wywinęłam swoją dłoń i poszłam, zostawiając go w osłupieniu. 
Wbiegłam po schodach na górę i zaszłam do swojego pokoju. Postanowiłam się wykąpać i iść spać. 
Podeszłam do szafki i wyjęłam potrzebne do spania rzeczy, następnie udałam się do łazienki i rozpoczęłam kąpiel.
Wyszłam po około dwudziestu minutach. Przymknęłam drzwi od balkonu, które były lekko odchylone i poszłam zgasić światło. Wyjęłam ze swojej torby srebrnego laptopa, którego jeszcze wcześniej nie zdążyłam wyłożyć. Wzięłam go w rękę i poszłam do łóżka. Położyłam się prosto na pościel w pozycji, w której leżałam na brzuchu. Przed siebie wzięłam laptopa, którego zdążyłam już włączyć. Tradycyjnie weszłam na portale społecznościowe, na których miałam konta. Popatrzyłam co się dzieje na stronach głównych i po odpisywałam na wiadomości znajomym.
Gdy skończyłam, zamknęłam laptopa. I gdy już miałam go odłożyć, wpadł mi do głowy pewien pomysł. Otwarłam go ponownie i weszłam do internetu. Wpisałam w wyszukiwarkę ,,Neymar''. Od razu wyskoczyła mi Wikipedia, jego Twitter, Facebook, Instagram oraz masa zdjęć, informacji i filmików. Sama nie wiedziałam od czego zacząć. Ale zdecydowałam się, że zacznę od Wikipedii, czyli od podstawowych informacji.
Ogrom różnych informacji mocno mnie zniechęcił do czytania, ale po krótkiej chwili jakoś się zmobilizowałam.
Po godzinie dowiedziałam się naprawdę wiele. Dało mi to więcej niż dzisiejsza rozmowa. Sięgnęłam w daleki głąb informacji i poczytałam trochę o wybuchowym temperamencie piłkarza, o jego różnych skandalach oraz romansach. Była to dosyć obszerna i ciekawa lektura.
Nagle mój telefon zadzwonił charakterystycznym dźwiękiem z aplikacji Messenger Facebook. Odblokowałam IPhone'a i weszłam w dymek chatu. Napisała do mnie osoba, która nie jest w gronie moich znajomych. Dowiedziałam się o tym poprzez pierwszy napis jaki pokazał mi się na ekranie. Następnie weszłam w skrzynkę i nacisnęłam wiadomość. Była ona od samego Neymara. Rozbestwiłam oczy w niewielki ekran i przyglądałam się ze zdziwieniem. Po co on w ogóle do mnie napisał?
Neymar: Idź już spać. Jutro impreza ;)
Claris: Nie martw się mną...
Neymar: Muszę. Leo mi kazał :]
Po krótkim namyśle odpisałam tylko:
Claris: Ty też już idź spać.
On był zaledwie kilka ścian ode mnie, a pisał do mnie wiadomość... Ale w sumie to normalne w dzisiejszych czasach.
Zamknęłam wszystkie karty w internecie, związane z Neymarem i wyłączyłam sprzęt. Odłożyłam go na bok koło łóżka i poszłam spać.

Z samego rana słyszałam jakieś hałasy, dochodzące z dołu. Po pół godzinnej próbie ponownego zaśnięcia, zwlekłam się z łóżka. Na boso i w piżamach wyszłam z pokoju. Rozejrzałam się po górnym korytarzu i schodami zeszłam na dół. Korytarzem podążyłam prosto do kuchni, gdzie zobaczyłam Neymara, który krząta się po kuchni w wielkim bałaganie. Z telewizora w salonie dobiegały dźwięki jakiegoś meczu, a do tego Ney wszystkim trzaskał. Jednym słowem był tutaj kompletny hałas i harmider.
- Możesz przestać hałasować?! - Krzyknęłam, aby w końcu mnie zauważył.
Obrócił głowę w moją stronę i złapał pilota, który leżał na blacie kuchennym. Nacisnął przycisk przyciszający i skierował sprzęt w stronę telewizora.
- Robiłem śniadanie i...
- Gówno mnie obchodzi co robiłeś. Chcę chwili spokoju. - Zażądałam, przerywając mu.
Widziałam na jego twarzy lekką złość.
- Mam już dosyć tego jak się do mnie odzywasz! - Krzyknął po chwili w moją stronę. - Próbuję być miły, zgadzam się na twoje warunki, a ty nadal jesteś do mnie źle nastawiona! Ile można?! - Neymar trzasną talerzami, które trzymał prosto w zlew i z impetem wyszedł z kuchni.
Dziwnie się teraz czuję. Zostawił mnie w kuchni, a przed chwilą na mnie nakrzyczał. Nie lubię go, znaczy, nie znam go, ale źle się czułam gdy tak się na mnie wydarł i poszedł. Przecież ja mu nic nie zrobiłam. Zachowywałam się naturalnie i jak zawsze. Taka już jestem i tak rozmawiam z ludźmi. Szkoda, że inaczej nie potrafię, ale on też mógłby spróbować to zrozumieć. Nie wiem tylko jak teraz będzie z tą imprezą, bo naprawdę chciałam pójść.
Nie myśląc długo, poszłam za nim.
- Neymar! - Zawołałam, wchodząc na schody. Byłam pełna nadziei, że mi odpowie i pójdę się go zapytać o dzisiejszą imprezę. - Neymar! - Powtórzyłam, rozglądając się.
Zaczęłam wchodzić do wszystkich pokoi po kolei i go szukać. Nie zdążyłam się jeszcze zapoznać gdzie jest co, więc teraz miałam okazję.
W końcu go znalazłam. Wpadłam do pokoju i zobaczyłam uchylone drzwi do balkonu. Niepewnie podeszłam i przekroczyłam próg. Chłopak tam był i opierał się łokciami o srebrną barierkę. Głowę miał lekko uniesioną. Wcale nie odwrócił się do mnie kiedy weszłam.
- Neymar. - Powiedziałam ciszej i zbliżyłam się do niego.
Dotknęłam jego ciepłego, dużego ramienia i lekko za nie złapałam.
- Ja... - Chciałam się zapytać o imprezę, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. Przecież on pomyśli, że zależy mi tylko na tym, aby wyrwać się z domu. Chyba muszę mu najpierw powiedzieć coś miłego. To trochę nie w moim stylu, ale warto spróbować. - Ja chciałabym cię prze... przeprosić. - Lekko się zająknęłam.
Ney nadal nie zwracał na mnie uwagi.
- Przepraszam. - Znów powtórzyłam. - Masz rację, że jestem ciągle chamska dla ciebie, ale... ale nie potrafię się tak jakoś przestawić. Widzę, że się starasz być miłym dla mnie i chcesz się dogadać, a ja cie w kółko odtrącam. - Powiedziałam.
Brzmiało to jak wyznanie prosto i od serca, naprawdę. Czasami umiem dobrze grać.
Jednak zobaczyłam, że chłopak nie wydaje żadnych reakcji. Może zrezygnować? Tak, na szybko zdecydowałam, że zrezygnuję i po prostu przeproszę go za jakąś godzinę lub dwie ponownie.
Niechętnie odwróciłam się na pięcie i chciałam wyjść, ale nagle coś złapało mój nadgarstek. Była to czyjaś silna dłoń. Wiedziałam, że to Neymar. Obrócił mnie w swoją stronę i powiedział:
- Ja się naprawdę staram. - Powiedział patrząc we mnie swoimi czekoladowymi oczami. Były bardzo magiczne. - Chcę żebyśmy się polubili. Nie żądam od ciebie przyjaźni, ani wielkiego poświęcenia, tylko chcę się dogadać.
- Ja też tego chcę. - Uśmiechnęłam się sztucznie czego on raczej nie poznał.
- Będzie dobrze między nami? - Spytał. - Claris? - Powtórzył moje imię.
- Tak. - Odpowiedziałam cicho, a on mnie przytulił.
Był to ruch, którego się kompletnie nie spodziewałam z jego strony. Ale miałam go odepchnąć? Nie przecież. Odwzajemniłam jego silny i ciepły uścisk, który w sumie nie był taki zły.
Neymar nie jest aż taki odrażający, bo jest naprawdę przystojny. Ale jak na razie to jego jedyny atut.



Cześć kochani!
Witajcie po dłuuuuuuuuuuuugiej przerwie. Przykro mi z jej powodu, ale napisałam już kiedyś, że będę wstawiała rozdziały gdy będę miała czas oraz wenę, a przez te miesiące od wakacji nie miałam ani tego ani tego. Nie gniewajcie się. Proszę, zostańcie ze mną dalej :) Postaram się kontynuować od teraz losy Neymara i Claris w miarę regularnie (co tydzień/co dwa).
 A tak na koniec to wesołych świąt (po świętach) oraz szczęśliwego nowego roku xx


Chciałabym was serdecznie poprosić o komentarze, ponieważ chcę zobaczyć ile osób będzie to jeszcze czytać ;) Dzięki z góry ♥ 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

#4 - We Will Be Happy

Mój brzuch strasznie hałasował. Burczenie roznosiło się po prostu po całym pokoju. Czułam, że jestem głodna, ale to wcale nie byłoby dziwne, ponieważ siedzę w tym pokoju już dosyć długo.
Jak miałam wyjść? Nie chciałam spotkania z Neymar'em, bo znów zacząłby toczyć naszą głupią rozmowę. Ale z drugiej strony to bardzo idiotyczne, bo ja Claris Messi, mam stracha przed jakimś Neymar'em?! Przecież nie muszę z nim rozmawiać, nikt mi nie będzie mówił co mam robić.
Pewna siebie wyszłam z pokoju i zeszłam na dół do kuchni. To było dziwne, ale nigdzie nie było mojego ''lokatora''. Ucieszyłam się i podeszłam do lodówki. Zrobiłam sobie kanapkę, którą po chwili zjadłam. Zadowolona, że nie musiałam oglądać tego nadentego piłkarzyka, skierowałam się do wyjścia z kuchni.
Nagle coś zatorowało mi drogę, albo raczej ktoś. Był to Neymar.
- Gdzie się wybierasz? - spytał z uśmiechem, stojąc przede mną.
- Nie twój interes. - odpyskowałam i próbowałam przejść, ale on idealnie zastawił całe przejście.
O co mu chodziło?
- Dalej będziesz się kłóciła? - spojrzał na mnie.
Myślał, że się pogodzimy i wszystko będzie super? Nie.
- Ja się nie kłócę. - zaśmiałam się szyderczo. - Tylko cię tutaj nie chcę. - zaakcentowałam każde jedno słowo z nadzieją, że wszystko zrozumiał.
- Sama tego chciałaś. - mruknął sam do siebie i po chwili poczułam, że tracę grunt pod nogami.
Neymar chwycił mnie za nogi i przerzucił przez swoje ramię. Próbowałam się wyrywać i okładałam jego plecy pięściami w nadziei, że zaraz mnie odstawi z powrotem na miejsce.
- Puść mnie! - krzyczałam, a on tylko się śmiał po cichu.
Przecież on jest nienormalny! Z kim zadaje się mój brat...
Po chwili poczułam, że owiał mnie chłodny wiatr, czyli znaleźliśmy się na dworze. Chłopak trochę przyspieszył i w końcu się zatrzymał. Obracając mnie, zauważyłam wodę, a dokładniej ogrodowy basen. Teraz byłam lekko przerażona, ponieważ był wieczór, a dzisiejszy dzień nie był najcieplejszy co oznaczało, że woda także nie jest gorąca.
Przełknęłam głośno ślinę.
- Nie zrobisz tego. - powiedziałam z grozą.
- Niby dlaczego? - zapytał.
Przecież takie żarty były niepoważne... Znaliśmy się zaledwie od wczoraj, a on robił mi ''niespodzianki'' jak starej przyjaciółce, na którą się zezłościł.. *30*
W jednej chwili zawisłam nad taflą wody w ramionach niepoważnego chłopaka. Nie wybaczyłabym mu gdyby mnie tam upuścił.
- Proszę, odstaw mnie. - mój ton lekko złagodniał, bo miałam już dosyć żartów.
- Pod jednym warunkiem. - uśmiechnął się, a ja pytająco na niego spojrzałam. - Porozmawiasz ze mną chociaż przez chwilę. - poprosił.
Rozmowa nie dużo mi szkodziła i nie chciałam zatopić się w lodowatej wodzie, więc znacząco pokiwałam głową. Neymar odstawił mnie na ziemie i wypuścił ze swoich silnych i ciepłych ramion.
Bez słów udaliśmy się do środka. Usiedliśmy obok siebie na białej, skórzanej sofie.
- To o czym chciałeś porozmawiać? - spytałam i poważnie na niego zerknęłam.
- Chciałem cię poprosić, abyś mnie lekko poznała i od razu nie oceniała. - powiedział.
Prychnęłam cicho śmiechem, ale on nie zwrócił na to najmniejszej uwagi i dalej kontynuował:
- Wiem, że masz już wyrobione zdanie o mnie, bo to czuję, ale naprawdę nie jestem taki jak myślisz. - wskazał na siebie.
Sama nie wiedziałam co mam o tym sądzić...
- Znasz mnie zaledwie od dwóch dni, a rozmawialiśmy tylko chwilę wczoraj i dzisiaj. W sumie nawet nie wiem czy mogłem to uznać za rozmowę, skoro w kółko na mnie wrzeszczałaś, albo mnie ignorowałaś. - przewrócił oczami. - Więc, chciałbym abyś dała mi szansę mnie poznać, ponieważ jestem inny niż myślisz.
Kiedy skończył, zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym wszystkim. Może Neymar miał rację? Może zbyt pochopnie wyciągnęłam zdanie o nim? Ale co poradzę, taka już jestem. Życie mnie tak wychowało i nie potrafię od razu się z każdym zaprzyjaźniać i darzyć go szacunkiem. Na pewno potrzebuję czasu, ale sama nie jestem jeszcze na to zdecydowana. W końcu on przyjaźni się z Leo i nie wiem co razem knują... Bo przecież coś mogą.
- Chyba mogę się na to zgodzić. - odparłam po długim namyśle. - Ale pod jednym warunkiem. - dodałam po chwili.
Skoro on postawił mi warunek, nie wpuszczenie do basenu - co było totalnym idiotyzmem - za rozmowę, to mogę także coś zaproponować, prawda?
Chłopak wytężył swoje brązowe tęczówki i kiwną głową, abym zaczęła mówić.
- Chcę skorzystać z tego, że Leo nie ma w domu i iść jutro na jakąś imprezę. - powiedziałam.
Przecież byłam w Barcelonie, cudownym mieście, gdzie wakacyjne imprezy są non stop. Nie mogłam przegapić okazji, że mojego brata nie ma w domu. Musiałam skorzystać.
- Zgoda. - powiedział po dłuższej chwili, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. - Ale pod jednym warunkiem. - dodał.
Chyba za dużo tych warunków jak na dzisiaj...
- Na imprezę idę z tobą. - odpowiedział, a ja wytrzeszczyłam w niego swoje oczy, których tęczówki były tego samego koloru co chłopaka.
- Czyli ty chcesz iść ze mną na imprezę? - spytałam dla jasności, a on pokiwał głową.
Miałam się bawić w towarzystwie jakiegoś obcego chłopaka?
- Przecież to będzie idiotyczne! - zaśmiałam się z zażenowania, kręcąc głową.
- Inaczej koniec umowy. - zagroził. - Miałem być przy tobie przez cały weekend i cię pilnować, więc nie mogę dać ci wyjść samej na całonocną imprezę w Barcelonie.
- Myślisz, że tutaj zginę, czy opiję się do nieprzytomności? - zadrwiłam z niego.
Miał dosyć słaby pretekst, aby iść ze mną. Niczego nie umiał sensownie uzasadnić.
- Po prostu będę spokojniejszy, będąc przy tobie. - odparł. - To zgadzasz się, czy... - zapytał, ale od razu dałam mu odpowiedź, przerywając jego zdanie w połowie:
- Ok.
Neymar cwaniacko uśmiechnął się w moją stronę, a ja sama nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć... Mamy iść razem na imprezę, on chce mnie lepiej poznać. Nie jestem przekonana.
- A teraz ty spełnisz mój warunek. - powiedział.
- Chciałeś rozmowy i przed chwilą porozmawialiśmy. - obroniłam się, chcąc już skończyć.
- Chcę żebyś mnie poznała, Claris. Nie chcę żebyś sądziła, że jestem jakimś dupkiem, który stawia warunki i chce cię wykorzystać. - uśmiechnął się. - Zacznijmy naszą znajomość od nowa, tak jak mi obiecałaś.
Może miał rację? Wątpię, że się do niego przekonam, ale w najgorszym przypadku mogę udawać. *82*
- Dobra. - zgodziłam się i ułożyłam wygodnie na kanapie, bo mieliśmy zacząć rozmawiać.
- Ale ciebie też chcę poznać. - puścił mi oczko.
Nie wiedziałam jak mam odebrać jego gest, ale po prostu to zignorowałam.
- Więc, co chcesz wiedzieć? - zapytałam, a Neymar już po chwili zaczął zasypywać mnie pytaniami.
Nie sądziłam, że jest aż taki ciekawski na mój temat.
ogólnie zaczęliśmy rozmawiać i rozmowa zaczęła nam się trochę przeciągać...


Trochę się opóźnił ten rozdział, bo miałam zakończenie mojego bloga Forget w sobotę, a laptop szedł do naprawy już w piątek i musiałam szybko pisać epilog, notkę i robić taki filmik, więc wiecie... I rozdział serio ciężko się pisze na telefonie, czy starym komputerze... -.- Mam nadzieję, że wszystko rozumiecie :)
Dziękuję za aż 13 komentarzy do rozdziału 3 i tutaj także na coś liczę ^_^ Więc, jeśli przeczytaliście to proszę, skomentujcie, bo to dodaje dużo motywacji.
A tak w ogóle to, jak rozdział? Ja nawet nie mam zdania ;)
Pojawił się nowy szablon, za który mocno dziękuję Szablno-Strefie <3

PYTAJCIE BOHATERÓW ->>> klik

czwartek, 31 lipca 2014

#3 - I Don't Want Him Here

Po kilkunastu minutach drzwi od szatni znów się otwarły. Odruchowo skierowałam wzrok w ich stronę i zobaczyłam Leo. Obydwoje po chwili skierowaliśmy się do wyjścia ze stadionu. Później złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy pod dom.
- I jak ci się podobało? - spytał Leo w czasie jazdy.
- Niezbyt patrzyłam. - powiedziałam szczerze.
Nie interesowało mnie około trzydziestu facetów, biegających za piłką... Wolałam porozmawiać w tym czasie z Tomas'em.

Po kilkudziesięciu minutach zajechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do domu, a ja od razu rzuciłam się na kanapę. Zmęczyłam się dzisiejszą wycieczką po Barcelonie, a do tego siedziałam prawie trzy godziny na słońcu na stadionie.
- Jesteś zmęczona? - spytał uśmiechnięty brat.
Krzywo się na niego spojrzałam.
- A ty nie?
Pokręcił głową i usiadł obok mnie półleżącej na kanapie.
- Muszę z tobą pogadać. - powiedział, zapatrzony w swoje dłonie.
Lekko się denerwował.
- Muszę teraz wyjechać do Argentyny, ponieważ mam zagrać w reprezentacji kraju. Nie chcę ci psuć wakacji, więc zostaniesz tutaj, bo to bezsensu żebyś po dwóch dniach wracała z powrotem do Buenos Aires i za kilka dni leciała tutaj ze mną. - wytłumaczył.
Już się cieszyłam, bo zostanę sama na kilka dni w willi Lionel'a! Mogę robić co chcę i wracać o której chcę, to będzie piękne. Nie mogę się doczekać. Nie będzie ograniczeń i można zaszaleć. A może ściągnę tutaj znajomych? Chyba spodobałby się im ten pomysł. Zrobilibyśmy dziką imprezę... Tak, to genialny pomysł!
- Ok, zostanę sama. - odpowiedziałam po chwili, gdy skończyłam rozplanowywać sobie co będę robiła pod jego nieobecność.
- Przecież nie zostawię cię tutaj samej. - odpowiedział.
Po tym moja mina zrzedła. Miałam takie plany, a tutaj co? Nici z tego.
- Jak to? - zdziwiłam się.
Może Leo zamówi mi jakąś niańkę...
- Wyjeżdżam na trzy dni i przez ten czas będzie tutaj z tobą mój kolega.
On chyba sobie żartował. Chce zostawić dwudziestoletnią dziewczynę z jakimś nieznajomym dla mnie chłopakiem, a jego kolegą. Był po prostu śmieszny.
- Dam sobie sama radę. - powiedziałam pewna siebie.
Miałam nadzieję, że jakoś go przekonam do zostania samą.
- Wiem, ale boję się o ciebie. - odrzekł z troską, a ja zamilkłam.
Nie wiedziałam co mam na to wszystko powiedzieć. Przecież on traktuje mnie jak małą, nieporadną dziewczynkę. Radziłam sobie tyle lat sama, więc trzy dni też bym przeżyła.
Leo wstał z kanapy i skierował się do wyjścia, jednak zatrzymał się w futrynie przejścia z salonu na korytarz.
- Jutro po południu przyjdzie mój kolega i zostanie tutaj aż do poniedziałku, czyli do wtedy kiedy wrócę. Ja teraz idę się pakować. - powiedział i wyszedł.
- A mogę wiedzieć chociaż kto przyjdzie? - krzyknęłam za nim, ponieważ chciałam wiedzieć chociaż to z kim będę się musiała użerać przez cały weekend.
- Neymar. - odkrzyknął i słyszałam jak głos jego stukania butami o podłogę się oddala.
Miałam spędzić weekend z chłopakiem, który wparadował do mojej sypialni i zobaczył mnie prawie nagą? Przecież zachował się wtedy jak jakiś zboczeniec, a co będzie jeśli zamieszkamy razem na trzy dni? Przecież ja z nim nie wytrzymam, a w ogóle to nie znam go do końca.
Teraz już wiedziałam o co mu chodziło, jak powiedział do mnie dzisiaj ''Widzimy się jutro.''. Wszystko było jasne...

§

- Gdyby coś to dzwoń do mnie o każdej porze. - Leo właśnie tłumaczył mi najpotrzebniejsze rzeczy i biegał z wypakowaną torbą z kąta w kąt, sprawdzając czy wszystko zabrał.
- Rozumiem. - odpowiedziałam znudzona.
Skierowaliśmy się do drzwi i Lionel w końcu wyszedł.
- Cześć. - pomachał mi ręką, gdy zbliżał się do furtki.
- Cześć. - odpowiedziałam, udając zadowoloną.
Gdy nie chłopak zniknął za ogrodzeniem, zamknęłam drzwi i udałam się do salonu.
Pogoda była dzisiaj straszna i nawet nie sądziłam, że taka może być w gorącej Barcelonie. Od rana niebo było pokryte ciemnymi chmurami, które chyba zwiastowały ulewę. Świetnie, czyli cały dzień stracony.
Usiadłam na sofie i włączyłam telewizor, w celu poszukiwania interesującego programu lub filmu.

Po niecałych trzydziestu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wiedziałam, że przyszedł Neymar. Nie miałam ochoty mu otwierać, bo nie chciałam go tutaj. Jak miałam z nim mieszkać przez weekend? 
Chłopak stał pod drzwiami i uciążliwie dzwonił dzwonkiem. Musiałam się jakoś zmusić, wstać i iść otworzyć mu te drzwi.
Wykonałam te czynności, których nie chciałam i za drzwiami ujrzałam jego. Miał na sobie biały T-shirt, który idealnie podkreślał jego każdy mięsień i czarne rurki. Włosy były lekko uniesione do góry.
Nie sądziłam, że potrafi się aż tak dobrze ubrać.
- Cześć. - uśmiechnął się i wszedł niczym do siebie.
Nie odpowiedziałam mu nic tylko po prostu sobie poszłam do salonu. Zajęłam swoje stare miejsce na kanapie i wróciłam do oglądania programu.
Za chwilę w salonie pojawił się Neymar, który usiadł obok mnie na kanapie. Udałam, że go nie zauważyłam.
- Zamierzasz się tak zachowywać przez cały weekend? - spytał po chwili.
Ja nadal nie udzielałam odpowiedzi, traktowałam go jak powietrze.
- Widać, że jesteś strasznie rozpieszczona i samolubna... - westchnął sam do siebie.
Tego było jednak za wiele. Czy ja przychodzę do niego i wytykam mu jaki jest? Nie, więc on też nie ma takiego prawa.
- Nie prosiłam cię o opinię. - warknęłam do niego. - Chciałam spędzić sama cały weekend, ale musiałeś tutaj przyjść. - dodałam zła.
- Więc o to ci chodzi. - uśmiechnął się do mnie, ale tego nie odwzajemniłam.
- Dobra - powiedziałam po chwili i odwróciłam się do niego. - możemy zrobić tak, że pojedziesz do siebie do domu na weekend, a Leo powiemy, że tutaj byłeś? - zaproponowałam mu całkiem sensowny układ. W ten sposób każde z nas miałoby udane trzy dni i nikt nie wchodziłby sobie w drogę.
- Obiecałem Leo, że będę tutaj przez weekend i słowa dotrzymam. - odpowiedział. 
- To się jednak nie dogadamy. - wstałam z kanapy i wyszłam z salonu zrezygnowana, udając się do swojego pokoju.
Wskoczyłam na schody i pobiegłam do siebie, zakluczając drzwi.. Usiadłam na podłodze przed oknem balkonowym i zaczęłam przyglądać się krajobrazowi. Było widać cudowne miasto, a po chwili krople deszczu. Zaczęło padać. Każdy mieszkaniec próbował się gdzieś schronić. Wszyscy szybszym krokiem uciekali do budynków, pod parasole lub do samochodów. 
Widać, że serio mi się nudziło, bo podglądałam to co robią ludzie, zamiast zająć się sobą i swoim życiem. Ale oprócz nudy, byłam także zła. Nie na siebie, ale na Neymar'a. Dlaczego on nie chciał skorzystać z mojej propozycji, która była bardzo korzystna dla nas obojga? Niech nie udaje takiego dobrego i świętego.
Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Możemy pogadać? - usłyszałam pytanie zza zamkniętych drzwi.
- Idź sobie! - krzyknęłam.
Miałam go po prostu gdzieś. Jest w tym domu od jakiś dziesięciu minut, a w ogóle mnie nie słucha.
- Chcesz żebyśmy się tak zachowywali przez cały weekend? - spytał.
W końcu wstałam i otwarłam drzwi. Stanęłam w ich framudze, aby nie wszedł.
- Zachowuję się jak chcę, a ciebie mam zupełnie gdzieś. - trzasnęłam mu drzwiami przed nosem i wróciłam na swoje poprzednie miejsce przed oknem.


________________________________________________

Witam ;3
Rozdział trzeci uważam za zakończony. Czy jest ciekawy? Sami oceńcie :) Moim zdaniem jest lepszy niż poprzedni.
Teraz wiadomo o co chodziło Neymar'owi z tym, że zobaczy się z Claris jutro ^_^ Ktoś się tego spodziewał?
W ogóle to sądzicie, że przez ten weekend relacje między Ney'em, a Claris się polepszą?
Następny rozdział pojawi chyba mniej więcej za tydzień, bo do 09.08.2014 muszę napisać coś bardzo ważnego i nie wiem ile mi to zajmie.
  • Pojawiła się nowa zakładka ''Informowani'', do której możecie zajrzeć.
  • Niedługo będzie nowy szablon! <3

Dziękuję wam za 6  komentarzy do poprzedniego rozdziału ♥ Mam nadzieję, że ten także każdy skomentuje.

czwartek, 24 lipca 2014

#2 - I Can't Trust You

Byłam znudzona siedzeniem z kolegami Leo i udałam się na górę, do swojego pokoju. Weszłam i zaczęłam się wypakowywać. Miałam ze sobą wielką walizkę, której nie zdążyłam rozpakować od południa. Postanowiłam się w końcu za to wziąć. Rozpięłam torbę i zaczęłam wyciągać stosy bluzek, spodni oraz innych części garderoby. Skończyłam jakoś po pół godzinie i zaczęłam szykować się do kąpania. Wzięłam piżamy z szuflady i udałam się do łazienki, która była połączona z moim pokojem. Było to bardzo wygodne.
Łazienka była w kolorze kremowym. Miała na podłodze duże, białe kafle, na ścianach biszkoptowe, małe płytki. W rogu stała duża wanna, po jednej stronie toaleta, a po drugiej umywalka.
Podeszłam do wanny i odkręciłam kurek, z którego zaczęła lecieć gorąca woda. Ściągnęłam z siebie bluzkę i spodnie, zostając w samej bieliźnie. Stanęłam przed lustrem, próbując spiąć moje brązowe włosy w koka na czubku głowy.
Dopiero teraz przypomniałam sobie, że nie mam ręcznika. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafki, zaczynając szukać ręcznika.
Nagle usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. W nich stanął jeden z kolegów Leo, chyba był to Neymar, ale w tamtym momencie nie mogłam się skupić na rozpoznaniu osoby. Byłam zbyt zawstydzona i wściekła, że ktoś wszedł do mojego pokoju bez pukania i zobaczył mnie prawie nagą.
- Przepraszam. - powiedział speszony chłopak, drapiąc się po głowie. - Musiałem pomylić pokoje. - dodał i przejechał ręką po swoich włosach.
Widziałam, że starał się na mnie nie patrzeć, ale jakoś mu to nie wychodziło. Widziałam gdzie spoczywał jego wzrok. Głupi zboczeniec.
- Mogłeś chociaż zapukać! - wydarłam się na niego.
Czułam, że jestem już cała czerwona ze wstydu. Świetnie!
- Przeprosiłem przecież! - także krzyknął.
- W dupie mam twoje przeprosiny. Teraz wyjdź! - wskazałam ręką na drzwi.
- Bardzo chętnie. - odpowiedział zirytowany i wyszedł, trzaskając drzwiami.
- Dupek. - mruknęłam sama do siebie.
Jakim trzeba być idiotą, żeby pomylić pokoje w domu swojego przyjaciela?! Przecież na pewno nie był tutaj pierwszy raz. Mam pewne podejrzenia, że mógł to zrobić specjalnie, ale nie wiem po co. On był dziwny.
Nie zastanawiając się długo nad tym, poszłam dokończyć swoją kąpiel, a później poszłam spać.

Następnego dnia, obudziło mnie słońce, którego promienie dostawały się do mojego pokoju i świeciły prosto w moją twarz. Ociężale wstałam z łóżka i poszłam się ubrać. Z niechęcią zeszłam na dół, do kuchni, gdzie spotkałam Leo. Był bardzo wypoczęty co mnie zdziwiło, bo poszedł spać na pewno później niż ja.
- Cześć. - odpowiedział entuzjastycznie, pijąc sok.
- Cześć. - odpowiedziałam niechętnie.
Leo zaczął pokazywać mi co jest gdzie w szafkach i zaczęłam szykować sobie płatki z mlekiem. Kiedy je przyszykowałam, usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Chłopak przysiadł się do mnie.
- Spędzimy ten dzień razem? - spytał.
Pytanie Lionel'a bardzo mnie zadziwiło. Myślałam, że ma mnie gdzieś i nie chce nic ze mną robić, a tu proszę.
- Dlaczego? - zapytałam zdziwiona.
- Chciałbym żeby między nami było tak jak kiedyś...
- Tak nie będzie już nigdy. - wtrąciłam w środek jego wypowiedzi.
- Dlaczego? - spytał.
- Leo, ja... - zająknęłam się, bo nie wiedziałam co powiedzieć. - Kiedyś byliśmy inni, ale wszystko się zmieniło i ja nie zaufam ci na nowo. - nie powiedziałam do końca prawdy, bo nie wiedziałam jak to powiedzieć. - Porozmawiajmy o tym kiedy indziej. - poprosiłam i między nami znów zapanowała cisza.
Oddaliliśmy się od siebie czternaście lat temu i nie umiem tego zmienić po jednym dniu od tak. Potrzebuję czasu, chociaż i tak wątpię, że to mi się uda...
- Dobrze. - powiedział po dłuższej chwili. - Ale pójdziesz dzisiaj ze mną na mała wycieczkę.
- Co? Na jaką? - spytałam, kończąc jeść.
- Nie było cię tutaj ponad dziesięć lat i musisz trochę zwiedzić Barcelonę. - uśmiechnął się.
Nie byłam przekonana co do tego pomysłu, ale w końcu się zgodziłam. Musiałam przecież coś robić w Hiszpanii, a zwiedzanie też było dobrym pomysłem.

Przed południem wyszliśmy na miasto. Byliśmy w Park Guell, Sagrada Familia i pod Arc Triomf. Zwiedziliśmy jeszcze kilka zabytków. Nasza wycieczka trwała prawie do wieczora.
Leo o 18:00 musiał być na treningu, więc pojechaliśmy w kierunku stadionu. Na początku miałam sama wrócić do domu, ale Lionel poprosił mnie abym została na jego treningu. W sumie nie miałam co robić, więc się zgodziłam.

Zajechaliśmy pod stadion, który był ogromny. Weszliśmy do środka i szliśmy jakimiś korytarzami. Wszędzie były nagrody i jakieś zdjęcia. Całkiem ładnie to wyglądało.
- Teraz jak pójdziesz przodem to dojdziesz na stadion. Idź sobie tam usiąść, a ja pójdę się przebrać. - polecił Leo, a ja bez odpowiedzi wykonałam jego polecenie.
Szłam dalej chłodnym, podziemnym korytarzem, aż w końcu zobaczyłam promienie słońca. Znaczyło to, że jestem już blisko wyjścia.
Po chwili doszłam do schodków, które szybko przeskoczyłam i znalazłam się an murawie. Zdziwiona rozejrzałam się dookoła. Jeszcze nigdy nie byłam na tak wielkim stadionie. Może to i dziwne, bo moim bratem jest przecież sławny Messi, a ja nigdy nie byłam nawet na jego meczu.
Nie odrywając wzroku od tych cudownych widoków, poszłam usiąść na trybuny.
Boisko było cudowne! Idealna murawa, dokładne linie, dwie ogromne bramki. Mogłam powiedzieć tylko ''Wow'', bo jeszcze nigdy nie widziałam czegoś takiego.
Kiedyś interesowałam się trochę piłką, ale bywałam na takich małych stadionach, a teraz jestem na chyba jednym z największych stadionów na świecie.
Z moich rozmyślań wyrwały mnie rozmowy chłopaków, którzy wchodzili na boisko. Wielu z nich zerkało w moją stronę i się uśmiechało. Nie wiedziałam czy mam to odebrać za bycie miłym czy za śmianie się ze mnie.
Nie przejęłam się nimi i odwróciłam wzrok.
Po chwili usłyszałam, że mój telefon dzwoni. Wyciągnęłam go z kieszeni i zerknęłam na wyświetlacz. Widniał na nim napis ''Tomas''. Z uśmiechem odebrałam telefon.
- Halo? - powiedziałam zadowolona.
- Cześć. - powiedział głos mojego przyjaciela.
- Cześć Tomas. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- I jak w słonecznej Hiszpanii? - spytał.
- Myślałam, że będzie gorzej, ale jest całkiem okey. - odpowiedziałam.
- A jak z bratem?
Westchnęłam.
- Nie jest źle. - powiedziałam.
Tomas był moim najlepszym przyjacielem. Nie miałam przyjaciółki tylko jego od chyba trzech lat. Poznaliśmy się na jakiejś imprezie i utrzymujemy kontakt do tej pory.
Rozmawialiśmy ze sobą bardzo długo, a kiedy skończyliśmy, zorientowałam się, że zostało jeszcze zaledwie kilka minut treningu. Postanowiłam chociaż w tych ostatnich minutach, poobserwować wzmagania zawodników.
Musiałam stwierdzić, że grają naprawdę dobrze. Byłam pod wrażeniem.
W końcu trening dobiegł końca. Zeszłam z trybun i skierowałam się do korytarza pod stadionem.
Szłam w stronę szatni piłkarzy i kiedy byłam na miejscu, stanęłam obok wejścia. Oparłam się o ścianę i czekałam na Leo.
Po niecałych dwóch minutach zauważyłam, że do szatni zmierza przyjaciel Leo, ten sam, który wczoraj chamsko wparadował do mojego pokoju.
- Widzimy się jutro. - szepnął kiedy wchodził do szatni i posłała mi uśmiech.
Co? O czym on mówił?
Zdziwiona stałam pod drzwiami i zastanawiałam się o co chodziło koledze Lionel'a.


___________________________________________________________

Mamy drugi rozdział!
Pojawił się dopiero teraz, ponieważ wczoraj wróciłam z wakacji.
Rozdział jest nieciekawy, ale następny będzie lepszy.
Pewnie każdy z was zastanawia się o co chodziło Neymar'owi, kiedy powiedział do Claris ''Widzimy się jutro.'' Zgadujcie! :D Czekam na wasze sugestie w komentarzach.
Następny rozdział pojawi się mniej więcej za tydzień.

PS: Mogą być jakieś błędy, bo niczego nie sprawdzałam!


  • Jutro pojawi się tutaj moja notka jak zrobić zwiastun opowiadania na bloga http://blogowy-poradnik.blogspot.com/ :)
  • Pojawiła się nowa zakładka ''Informowani'', do której możecie zajrzeć.
  • Niedługo będzie nowy szablon! <3

Dziękuję wam za aż 17 komentarzy do poprzedniego rozdziału ♥ Mam nadzieję, że ten także każdy skomentuje.

wtorek, 15 lipca 2014

#1 - Welcome Barcelona!

- Uprzejmie informujemy, że samolot linij numer 127 wylądował na lotnisku w Barcelonie. Prosimy o zabranie swoich rzeczy i udanie się do wyjścia.  - usłyszałam komunikat od stewardessy w samolocie
Tak jak nakazano, wzięłam swoją torebkę i udałam się do wyjścia. Następnie poszłam odebrać swój bagaż i mogłam opuścić lotnisko Gironda.
Złapałam pierwszą lepszą taksówkę i podałam kierowcy adres pod jaki ma mnie zawieść.
Ruszyliśmy.
Podczas drogi, oglądałam zza okna pojazdu jak cudownie wygląda Barcelona, po prawie dziewięciu latach. Sama nie mogę uwierzyć, że nie było mnie tutaj tyle lat. Może dlatego, że złe wspomnienia mówiły mi abym tutaj nie przyjeżdżała? Nie wiem. Ale teraz też nie skaczę z radości, że tutaj jestem. Gdybym była tu jako turystka może byłoby lepiej, ale jestem jako siostra, siostra sławnego Lionel'a Messi'ego, czyli nie byle kogo w świecie piłki nożnej.
Rodzice powiedzieli mi, że mam w końcu zrobić coś ze swoim życiem i slbo pojadę na całe lato do Leo, albo będę musiała znaleźć pracę i zamieszkać bez nich. Po długich kłótniach, wybrałam pierwszą opcję.
W sumie to nawet nie wiem jak my będziemy teraz ze sobą rozmawiać? Zawsze kiedy Leo przyjeżdżał do domu, rozmawialiśmy w ten sposób:
"- Cześć. "
"- Cześć."
"- Co u ciebie?"
"- Nic"
I koniec.
Kiedyś naprawdę go lubiłam, a nawet kochałam, ale od czasu jak zaczął grać w tym hiszpańskim klubie, zupełnie mnie olał i przestał się mną interesować, więc ja zrobiłam dokładnie to samo w stosunku do niego.
Nawet teraz kiedy on ma 27 lat, a ja 20 , nie rozmawiamy ze sobą jak dojrzałe rodzeństwo, niestety.
Nie liczę na to, że te wakacje coś zmienią, ale chcę skorzystać z pobytu w słonecznej Barcelonie i trochę się zabawić. Nie ukrywam, że lubię się porządnie zabawić, wypić i zapalić, niekoniecznie papierosa. Trzy lata temu, kolega podsunął mi marihuanę. Spróbowałam i uczucie po zapaleniu mocno mi się spodobało. Czułam się wtedy wolna i spełniona, a czuję się tak do dzisiaj paląc skręty. Nie robię tego często, ale czasami. To mnie relaksuje.

Po dwudziestu minutach jazdy taksówką, zajechałam pod wyznaczony wcześniej taksówkarzowi adres. Zapłaciłam mu należną sumę, a on pomógł wyciągnąć mi walizkę z bagażnika. Chwyciłam ją w lewą rękę i podeszłam do wysokiej furtki przez którą niewiele widziałam.
Nie byłam do końca pewna czy to jest dom Leo, ponieważ nigdy u niego nie byłam.
Niepewna, zadzwoniłam domofonem.
- Tak? - usłyszałam pytanie po jednym sygnale. Poznałam po głosie, że dobrze trafiłam.
- To ja. - ta odpowiedź wystarczyła.
Furtka już po chwili się otwarła, a ja dumnie weszłam na posesję.
Dróżka do wejścia były długa, wyłożona jasną kostką brukową. Prowadziła przez zielony ogród, gdzie było pełno krzewów, roślin i drzew. Z boku stała nawet fontanna, z której leciała woda, tworząc miły dla uszu hałas przelewającej się wody.
Po chwili doszłam pod drzwi od domu i teraz zauważyłam jaki budynek jest ogromny. Wszędzie pełno okien i balkonów.
Masywne, brązowe drzwi się otwarły, a za nimi ujrzałam swojego brata, którego już tak dawno nie widziałam.
- Claris. - uśmiechnął się i chciał się przywitać uściskiem, ale zatorowałam mu drogę swoją wystawioną dłonią w jego kierunku.
- Cześć Leo. - powiedziałam, przekraczając próg drzwi.
Chłopak wstawił moją walizkę, którą zostawiłam przed wejściem i zamknął drzwi.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że będziesz tutaj przez całe wakacje. - uśmiechnął się do mnie, ale tego nie odwzajemniłam.
- Ja się na to jednak mniej cieszę. - odpowiedziałam, rozglądając się po korytarzu.
To pomieszczenie było wielkie, serio. Ściany były biało-brązowe i miały dużo malowideł na sobie. Gdzieniegdzie znajdowały się półki, a na nich jakieś nagrody. Było też trochę roślinek doniczkowych, które idealnie dopełniały wnętrze.
- Pokażę ci pokój. - moje podziwianie domu, przerwał Leo, który złapał walizkę i zaprowadził mnie do góry, po dębowych schodach, ozdobionych srebrną poręczą.
Weszliśmy na pierwsze piętro, a ja zobaczyłam chyba z osiem par drzwi, które były takie same. Przeszliśmy przez cały korytarz i zatrzymaliśmy się na końcu. Mój brat otworzył drzwi i weszliśmy do pomieszczenia.
Pokój był wielkości korytarza na dole czyli bardzo wielki. Miał kremowe ściany, a gdzieniegdzie była nalepiona czarna tapeta z jakimś białym wzorem. Łóżko było długie i szerokie. Miało na sobie chyba ze dwadzieścia poduszek. Był też mały stoliczek nocny z lampką, komoda, szafa, toaletka oraz duży telewizor na ścianie. Było także ogromne okno, przez które można było zobaczyć cudowny krajobraz Barcelony. Piękny widok. Dopiero po chwili spostrzegłam, że są jeszcze jakieś drzwi. Prawdopodobnie do łazienki.
Podziwiałam uroki nowego pokoju kiedy usłyszałam dźwięk telefonu, ale nie mojego.
Lionel wyciągnął z kieszeni czarnego IPhon'a o zaczął coś klikać palcem na ekranie.
- Za pół godziny mam trening i muszę się już zbierać. - powiedział chowając telefon.
Nie odwracając wzroku od szyby i miasta za nią, wzruszyłam tylko ramionami.
- Przepraszam, że cię zostawiam, ale muszę tam być. - dodał po chwili.
- Przyzwyczaiłam się. - mruknęłam cicho.
- Niedługo wrócę. - powiedział i opuścił pokój.
Także znów zostałam sama. Nawet w Barcelonie każdy mnie olewa i zostawia. Wiem, że z Leo nie mamy za dobrych kontaktów, ale musiał iść na ten trening? Chociaż może to i dobrze, że poszedł. Mam czas dla siebie.
Podczas jego nieobecności zaczęłam zwiedzać dom, a później postanowiłam wyjść na miasto. Była ładna pogoda, a ja nie chciałam jej stracić na siedzeniu w domu. Wzięłam swoją torebkę i wyszłam.

Wróciłam po około trzech godzinach, była już 21:00, ale na dworze nadal było jasno. Słońce tylko już powoli zachodziło.
Niedużo zwiedziłam, ale przynajmniej wpadłam do kilku butików i kupiłam sobie jakieś ubrania. Przywiozłam ze sobą dużo ciuchów, ale tego nigdy za dużo.
Gdy wychodziłam, wzięłam sobie jedne klucze z komody i teraz mogłam swobodnie dostać się do domu.
Otwarłam furtkę i podążyłam prosto do drzwi. Weszłam i usłyszałam jakiś hałas. Ktoś po prostu głośno rozmawiał. Stwierdziłam, że Lionel wrócił już z treningu.
Poszłam zanieść swoje zakupy na górę i zeszłam na dół, do kuchni. Spotkałam tam brata.
- Claris! - krzyknął zaskoczony. - Gdzie ty byłaś? Przeszukałem za tobą cały dom. - powiedział, odkładając jakiś napój na blat.
- Poszłam się tylko przejść. - odpowiedziałam.
Jeszcze miał do mnie jakieś pretensje. To mój pierwszy dzień tutaj, a już mam dosyć Leo.
Po chwili znów usłyszałam jakiś hałas. Była to rozmowa jakiś mężczyzn.
- Co to za hałas? - spytałam.
- Moi koledzy wpadli po treningu. Robimy grill'a. - odpowiedział. - Chodź do nas. - poprosił i gestem ręki zaprosił na taras gdzie byli jego koledzy.
Stwierdziłam, że nic mi nie szkodzi przywitać się z nimi.
Wyszliśmy na taras i zobaczyłam dwóch wysokich i umięśnionych facetów. Od razu uśmiechnęli się na mój widok.
- To jest Gerard. - wskazał na mężczyznę z lekkim zarostem na twarzy.
Uśmiechnął się do mnie.
- A to Cristian. - wskazał na drugiego mężczyznę, który miał kruczoczarne włosy.
Wymieniliśmy się uśmiechami i zajęliśmy z Leo miejsca na ogrodowej ławce.
Po chwili w wejściu tarasowym, znalazł się jakiś wysoki chłopak o brązowych włosach, poniesionych do góry. Miał na sobie biały T-shirt, który idealnie podkreślał jego umięśnione ciało.
Gdy wszedł nie mogłam oderwać wzroku. Wyglądał tak bardzo idealnie.
- A to jest Neymar. - głos mojego brata, wyłonił mnie z transu wgapiania się na nowego chłopaka.
Leo wskazał na niego ręką.
- Cześć. - powiedział uśmiechając się.
Wpatrzyłam się w jego brązowe tęczówki, które po prostu hipnotyzowały.
Jeszcze nigdy nie widziałam kogoś takiego!
- Cześć. - wydusiłam z siebie ledwo po pewnym czasie.
- Leo, nie mówiłeś, że masz taką piękną siostrę. - powiedział brunet, a mój brat tylko zgromił go wzrokiem.
Po tym zdaniu, ten chłopak jest u mnie na straconej pozycji. Jeśli ktoś ocenia mnie po wyglądzie to dziękuję. Ale czego ja się spodziewałam? Przecież to przyjaciel mojego brata, na pewno jest taki sam jak on.

Siedziałam z chłopakami już od dobrej godziny. Oni w kółko rozmawiali o treningu, piłce i innych sprawach, których nie rozumiałam.
Czasami kiedy zerkałam na Neymar'a, zastawałam go na wpatrywaniu się we mnie. Wtedy udawałam, że mnie to nie interesuje i odwracałam wzrok.
- Pójdę już do siebie. Cześć. - powiedziałam, wstając i odeszłam.


_______________________________________________________________

Pierwszy rozdział!
Jaram się xD
I co sądzicie? Moim zdaniem całkiem fajny wstęp do całej historii. W następnym będzie na pewno więcej Neymar'a i w ogóle.
Połowę rozdziału pisałam wczoraj w nocy na telefonie, więc mogły być jakieś literówki :)
Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, bo za dwadzieścia minut już wyjeżdżam i nie wiem kiedy wrócę :/

W razie pytań, macie mojego ask'a - http://ask.fm/NellyHoran69

Obejrzyjcie zwiastun opowiadania -> https://www.youtube.com/watch?v=-oispMiAWjk

poniedziałek, 14 lipca 2014

Prolog

Imprezy, alkohol, narkotyki. To moje całe życie. Uwielbiałam wychodzić z domu wieczorem, iść na dziką imprezę, upić się, zajarać coś i świetnie się bawić do rana! Spędzam tak czas już od pięciu lat i jest naprawdę ekstra. Ale co innego mam robić? Siedzieć sama w domu? Rzuciłam naukę po gimnazjum i nie chodzę już nigdzie do szkoły.
Mam dwadzieścia lat, nie pracuje i niczym się nie przejmuje. Moi rodzice zarabiają sporo pieniędzy, więc żyję z ich pracy. Niby po co miałabym zaczynać pracę, skoro mam ich, prawda?
Mama pracuje w firmie w Buenos Aires, gdzie jest szefową jakiegoś wydziału marketingu, a tata to menedżer jakiś zespołów i piosenkarzy, więc w kółko podróżuje po świecie.
Tak czy inaczej jestem sama. Mam tylko kilku znajomych, których i tak nie uważam za przyjaciół. Pogodziłam się z tym, że w życiu nie można liczyć, że ktoś obdarzy cię przyjaźnią czy miłością. Prędzej czy później i tak da ci kopa w dupę.
Nie wspomniałam jeszcze o moim bracie, o którym po prostu nie lubię mówić. Ale mamy to samo nazwisko, więc od razu każdy mnie z nim kojarzy. Mówię o sławnym piłkarzu Lionel'em Messi'm. Oto właśnie mój siedem lat starszy brat, z którym się nie odzywam od... chyba ośmiu lat. Wcale nie było ciężko doprowadzić do tego abyśmy się nie odzywali.
Pamiętam, że gdy byłam mała to byliśmy dla siebie najważniejsi. Leo zajmował się mną jak najbardziej mógł. Codziennie się razem bawiliśmy i spędzaliśmy miło czas, ale wszystko się zmieniło kiedy w 2000 roku przeprowadziliśmy się do Hiszpanii, a dokładniej do Barcelony. Zrobiliśmy to, aby Leo spełnił swoje marzenia zostania piłkarzem. Od tamtej pory został członkiem zespołu FC Barcelona, a to zrujnowało moje życie.
Gdy jeszcze byliśmy mali, byłam miłą i sympatyczną dziewczyną, ale gdy Lionel przestał mieć dla mnie czas i zajmował się tylko piłką, poczułam, że straciłam najważniejszą osobę w życiu. Dokładniej tak jakby on umarł. Kiedy Leo miał osiemnaście lat, zamieszkał sam w Barcelonie, a my wróciliśmy do Argentyny tylko nie do Rosario, ale do Buenos Aires. Tam rodzice zaczęli rozwijać swoją karierę, a ja stałam w miejscu. Każdy z nich miał pasję i ją rozwijał, dążąc do celu. Tata - menedżer, mama - szefowa marketingu, Leo - piłkarz, a ja? Czy ktoś kiedyś zapytał się mnie jaką ja mam pasję i co chciałabym robić? Nie, ale mam pasję i jest to malowanie. Kiedyś wyobrażałam sobie, że mogę zostać sławną malarką, ale nikt nie miał czasu na moje marzenia. Wszyscy zajmowali się swoimi.
I oto właśnie moje życie. Nikt się mną nie interesuje, a ja zmieniłam się w rozpieszczoną i zbuntowaną dziewczynę, którą nic nie obchodzi.



Oto prolog :)
Już wkrótce pierwszy rozdział, ale co sądzicie o prologu? Mi szczerze całkiem się podoba. Tak w ogóle to dodałam zwiastun do zakładki, więc zapraszam do oglądania :)
Chciałabym jeszcze tylko dodać, że w tym opowiadaniu Leo nie ma żony oraz dziecka. Ma tylko dziewczynę :) a Neymar nie ma dziecka. To tyle xx 

piątek, 11 lipca 2014

Start!

Cześć!
Postanowiłam napisać opowiadanie o Neymarze :)
Nie będzie ono raczej długie, ale kiedy będzie mi się nudziło będę je pisała. Przewiduję to na zaledwie kilka rozdziałów.
Sądzę, że chociaż ktoś to przeczyta. Już niedługo pojawi się prolog, bohaterowie i zwiastun, a potem rozdział pierwszy.
A co do wyglądu bloga... Stwierdziłam, że nie ma sensu zamawiać szablonu, dlatego zrobiłam taki byle jaki nagłówek =D
Czekajcie na otwarcie bloga :*
Szablon by
InginiaXoXo